piątek, 12 kwietnia 2013

TVP Info już do oglądania w internecie

TVP Info i programy lokalne                                                         będzie można oglądać na smartfonach i tabletach

http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvp-info-i-programy-lokalne-bedzie-mozna-ogladac-na-smartfonach-i-tabletach

Telewizja Polska pracuje nad aplikacjami, które pozwolą na oglądanie na żywo przez internet kanału TVP Info, programów ośrodków regionalnych TVP oraz stacji TVP Parlament na tabletach i smartfonach opartych na systemach iOS i Android.
iPad mini
Aplikacja ma być gotowa jeszcze w tym roku. Ściągnąć ją będzie można z AppStore (wersja dla iPhone'a i iPada) oraz z Google Play (wersja na smarftony i tablety z systemem Android).
Powstanie też wersja przeznaczona do instalacji na komputerach i korzystania z wykorzystaniem przeglądarki internetowej.

 

 TVP Info i TVP Parlament już do oglądania w internecie

Telewizja Polska od poniedziałku 25 lutego br. udostępnić będzie w internecie i na urządzeniach mobilnych możliwość oglądania TVP Info, TVP Parlament oraz 16 oddziałów terenowych TVP.
Kanał TVP Info, 16 programów oddziałów terenowych TVP oraz kanał TVP Parlament można będzie oglądać za pomocą aplikacji TVP Stream, która działa na urządzeniach z systemami iOS i Android. Aplikację można pobrać za darmo ze sklepów App Store i Google Play.
Stacje będzie można także oglądać za pomocą przeglądarki internetowej na portalu TVP Info lub na stronach poszczególnych oddziałów terenowych.
Usługa streamingu online wymienionych programów TVP będzie dostępna nie tylko w Polsce, ale też zagranicą, z wyjątkiem Ameryki Północnej i Południowej.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Jak włączyć e-wykluczonych...?

Cyfrowe wykluczenie Polaków


logo PCRSPomimo powszechnego, zdawałoby się, dostępu do Internetu oraz rozwoju cyfrowej infrastruktury w Polsce, istotnym problemem, z jakim zmaga się państwo jest wykluczenie cyfrowe milionów obywateli. Korzystanie z nowoczesnych technologii w coraz większym stopniu warunkuje pełne uczestnictwo w życiu społecznym i gospodarczym. Raporty z badań poświęconych temu problemowi sygnalizują ogromną skalę problemu e-wykluczenia w Polsce, z którym zmaga się blisko 30 proc. obywateli. Analizie przyczyn oraz metod zapobiegania takiemu stanowi rzeczy poświęcone było seminarium: "Jak włączyć e-wykluczonych Polaków w cyfrowy świat?”, zorganizowane w Warszawie, 16 maja 2011r., w ramach obchodów Światowego Dnia Społeczeństwa Informacyjnego. Organizatorami seminarium było Stowarzyszenie „Miasta w Internecie” oraz Polskie Towarzystwo Informatyczne. Patronat honorowy nad debatą objęła Sejmowa Komisja Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.
Odpowiedzialność za walkę z e-wykluczeniem spoczywa na nas wszystkich
Grzegorz Napieralski, przewodniczący sejmowej Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii, w swoim przemówieniu zaadresowanym do uczestników debaty zaznaczył, iż rolą państwa myślącego o przyszłości swoich obywateli jest rozwój społeczeństwa informacyjnego, a realizacja przedsięwzięć skutecznie zapobiegających e-wykluczeniu wymaga przede wszystkim gruntownej wiedzy na temat samego zjawiska, zarówno jego skali, jak i powodów e-wykluczenia. Jak podkreślił, walka z  problemem konieczna jest na Irena Lipowiczwielu płaszczyznach, uwzględniając zarówno działania edukacyjne, podnoszące poziom kompetencji, jak i zastosowanie regulacji obniżających poziom kosztu dostępu do nowoczesnych technologii. Są to działania niezbędne, jak również korzystne dla każdej ze stron. Włączenie osób wykluczonych niesie za sobą rozwój sieci społecznych, a także wzrost kapitału społecznego oraz poziomu innowacyjności na polskim rynku.
Prof. Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazała na podobieństwa pomiędzy e-wykluczeniem, a pojęciem równych szans w kontekście praw obywatelskich. Jednak, o ile w przypadku stwarzania równych praw dla obywateli, odpowiedzialność spoczywa w rękach państwa, e-wykluczenie to problem, którego rozwiązaniem powinny zająć się zarówno władze państwowe, samorządy terytorialne jak i organizacje pozarządowe. Zdaniem prof. Lipowicz, w procesie wyrównywania szans cyfrowych w społeczeństwie polskim, szczególną uwagę powinno się zwrócić na grupy osób niepełnosprawnych, ciężko chorych, wiekowych oraz ubogich, które nie są w stanie w pełni włączyć się do cyfrowego świata na takich samych zasadach, jak reszta społeczeństwa. Dlatego też, należy zostawić im pewien margines praw, chroniący przed całkowitym e-wykluczeniem.
Brak motywacji głównym powodem e-wykluczenia
Krzysztof GłombRezultaty badań na temat zjawiska wykluczenia cyfrowego na terytorium Europy, które przytoczył Krzysztof Głomb, prezes Stowarzyszenia” Miasta w Internecie”, wskazują że Polska, obok Grecji, Rumunii i Bułgarii znajduje się w grupie krajów o najwyższym odsetku osób o niskich kompetencjach cyfrowych, bądź też osób całkowicie ich pozbawionych. Wykluczenie cyfrowe dotyka aż 13 mln Polaków, z czego 10 mln to osoby generacji 55+. Co więcej, w grupie osób w wieku 50-59 - zaledwie 27 proc., a w grupie osób w wieku powyżej 60 lat- jeszcze mniej, bo 15 proc. korzysta z Internetu. Wykluczeni cyfrowo Polacy to głównie osoby bezrobotne, o niskich dochodach i słabo wykształcone. Biorąc pod uwagę fakt, iż w 2020 roku kompetencje cyfrowe będą wymagane w przypadku 90 proc. zawodów, kraj o tak wysokim odsetku e-wykluczonych, dojrzałych obywateli, nie będzie w stanie zbudować gospodarki wiedzy, o dużym stopniu konkurencyjności i innowacyjności. W odpowiedzi na te problemy powstała „Polska Cyfrowa Równych Szans”, inicjatywa mająca na celu pomoc dojrzałym Polakom w wejściu w świat nowoczesnych technologii komunikacji. Jak podkreślił Krzysztof Głomb, jest to „program pobudzania motywacji, przełamywania obaw i podnoszenia kompetencji cyfrowych”. Diagnoza mówi, że właśnie brak motywacji jest kluczowy.
PodobDominik Batorskinie sądzi, dr Dominik Batorski, zwracając uwagę na jeden z podstawowych błędów w działaniach na rzecz e-integracji, polegający na niedopasowaniu programów, realizowanych z funduszy strukturalnych, do rzeczywistych potrzeb społeczeństwa w tym zakresie. Program Operacyjny „Innowacyjna Gospodarka”, koncentrując się na rozbudowie odpowiedniej infrastruktury i oprogramowania, eliminuje w ten sposób jedynie tzw. „bariery twarde”. Tymczasem, zbyt mało uwagi poświęca się tzw. „barierom miękkim”, czyli dyspozycjom psychologicznym wynikającym z braku motywacji, niezbędnej wiedzy i umiejętności, które - zdaniem Batorskiego - są znacznie ważniejszym czynnikiem wzmagającym wykluczenie cyfrowe trzeciej części społeczeństwa polskiego. W świetle tych założeń, kluczowym staje się zadanie wzbudzenie motywacji u osób wykluczonych poprzez uświadomienie im korzyści płynących z użytkowania nowoczesnych technologii oraz dostarczenie odpowiedniej pomocy w rozwijaniu praktycznych umiejętności ich użycia.
Rozbieżność wizji na temat społeczeństwa informacyjnego hamuje regionalny e-rozwój
Katarzyna Kamecka-LachNa kolejne niedogodności, utrudniające proces realizacji projektów e-integracji, zwróciła uwagę Katarzyna Kamecka-Lach, prezeska Stowarzyszenia „Centrum na Wschodzie” - lokalnej inicjatywy na rzecz walki z e-wykluczeniem na Podlasiu, w powiecie siemiatyckim. Jej zdaniem, główne problemy na drodze do rozwoju spójnego społeczeństwa informacyjnego, poza klasycznymi barierami związanymi m.in. z przewagą terenów wiejskich i rolniczych, lokalizacją z dala od ośrodków akademickich i przemysłowych, czy przewagą osób starszych w rejonie, to przede wszystkim rozbieżność wizji na temat nowego społeczeństwa informacyjnego i widoczny brak porozumienia w tej kwestii pomiędzy lokalnym samorządem, biznesem, organizacjami pozarządowymi, a mieszkańcami.
Lokalne władze, nie posiadając specjalistycznej wiedzy w tym zakresie i nie mając merytorycznego wsparcia z zewnątrz, przeznaczają fundusze na nieprzemyślane projekty, koncentrując się głównie na udostępnianiu darmowego Internetu. Tego rodzaju działania, jakkolwiek pomocne, nie trafiają niestety w sedno problemu. Dlatego też, ważnym zadaniem jest podjęcie działań w celu wzmocnienia kompetencji lokalnych władz i innych działających jednostek w tym zakresie, dostępu do materiałów szkoleniowych, jak również dostępu do elektronicznej platformy wymiany doświadczeń.Wojciech Kulesza
Strony internetowe polskich urzędów niedostępne dla niewidomych
Wojciech Kulesza, przedstawiciel Fundacji „Widzialni”, wskazał na niedostępność stron internetowych polskiej administracji publicznej dla osób niepełnosprawnych jako poważne zaniedbanie ze strony polskiej administracji. Z badań przeprowadzonych przez Stowarzyszenie wynika, że pośród przebadanych 80 serwisów administracji publicznej, zaledwie 5 proc. spełnia minimalne wymagania dostępności i jedynie co czwarty urząd deklaruje zgodność swojej witryny internetowej ze standardami dostępności- W3C. Kulesza zwrócił jednak uwagę również na pozytywny aspekt, mianowicie, wzrastającą świadomość na temat wymogu dostępności stron WWW administracji publicznej wśród kierownictwa jednostek administracji, a także coraz wyższy poziom wiedzy w tym temacie, dobrze wróżący na kolejne lata.
Informacje o spotkaniu można znaleźć również na stronach:
Panel dyskusyjny: Jak cyfrowo rozruszać Polki i Polaków? Zadania na najbliższe lata
panel dyskusyjny

poniedziałek, 11 marca 2013

Kim są dzieci sieci?

Piotr Czerski
16 marca 2012

Kim są dzieci sieci?

Do analogowych

Dla nas, dzieci sieci, najważniejszą wartością jest wolność: słowa, dostępu do informacji, kultury. Potrzebujemy systemu, który by spełniał nasze oczekiwania.
Nie ma chyba drugiego słowa tak wyświechtanego w medialnym dyskursie jak „pokolenie”. Próbowałem kiedyś policzyć pokolenia proklamowane w ciągu ostatnich 10 lat, od czasu głośnego tekstu na temat tzw. Generacji Nic. Było ich bodaj 12. Łączyła je jedna cecha: istniały wyłącznie na papierze. Rzeczywistość nie dostarczyła nam w tym czasie żadnego realnego, znaczącego, niedającego się zapomnieć impulsu, którego wspólne i nieuniknione przeżycie stałoby się czynnikiem odróżniającym nas trwale od poprzednich generacji.
Wyglądaliśmy go, tymczasem decydująca zmiana przyszła niepostrzeżenie. Wraz z oplatającymi kraj przewodami telewizji kablowych, wyparciem telefonów stacjonarnych przez mobilne, a przede wszystkim: powszechnością dostępu do Internetu. Dopiero dzisiaj, kiedy oglądamy się, aby spojrzeć na ostatnich 15 lat, możemy zrozumieć, jak wiele się zmieniło.
My, dzieci sieci, my, którzy dorastaliśmy z Internetem i w Internecie, jesteśmy pokoleniem, które przyjęte kryteria tego terminu spełnia niejako na odwrót. Nie doświadczyliśmy impulsu ze strony rzeczywistości, ale przekształcenia się samej rzeczywistości; nie łączy nas wspólny, ograniczony kontekst kulturowy, ale poczucie wolności jego wyboru i samodefinicji.
Pisząc te słowa, mam świadomość nadużycia, jakiego się dopuszczam, używając zaimka „my” – ponieważ nasze „my” jest płynne, nieostre, wedle starych kategorii: doraźne. Jeżeli piszę „my”, to znaczy „wielu z nas” albo „niektórzy z nas”. Jeżeli piszę „jesteśmy”, to znaczy „bywamy”. Piszę „my” tylko dlatego, żeby móc o nas w ogóle napisać.
My żyjemy w sieci
Dorastaliśmy z siecią. To nas odróżnia, to czyni nieoczywistą z waszej perspektywy, ale istotną różnicę: my nie surfujemy, a sieć nie jest dla nas miejscem czy wirtualną przestrzenią. Sieć nie jest dla nas czymś zewnętrznym wobec rzeczywistości, ale jej elementem. My nie korzystamy z sieci, my w niej i z nią żyjemy. Gdybyśmy mieli opowiedzieć wam, analogowym, nasz Bildungsroman: w każdym kształtującym nas doświadczeniu istniał naturalny pierwiastek internetowy. W sieci nawiązywaliśmy przyjaźnie i kłóciliśmy się, w sieci przygotowywaliśmy ściągi, tam umawialiśmy się na imprezy i wspólną naukę, zakochiwaliśmy się i rozstawaliśmy. Sieć nie jest dla nas technologią, której musieliśmy się nauczyć i w której udało nam się odnaleźć. Sieć jest procesem, który dzieje się i nieustannie przekształca na naszych oczach; z nami i przez nas. Technologie pojawiają się, a potem znikają, serwisy powstają i gasną, ale sieć trwa, bo sieć to my: komunikujący się ze sobą w naturalny dla nas sposób, bardziej intensywny i wydajny niż kiedykolwiek w historii ludzkości.
Wychowani w sieci myślimy trochę inaczej. Umiejętność znajdowania informacji jest dla nas czymś równie podstawowym jak dla was umiejętność odnalezienia w obcym mieście dworca albo poczty. Kiedy chcemy się czegoś dowiedzieć – jakie są pierwsze objawy ospy czy rachunek za wodę nie jest za wysoki albo dlaczego zatonęła „Estonia” – podejmujemy działania z taką pewnością, z jaką prowadzi się samochód wyposażony w nawigację GPS.
Wiemy, że potrzebne nam informacje znajdziemy w wielu miejscach, umiemy do nich dotrzeć, potrafimy ocenić ich wiarygodność. Przywykliśmy do tego, że zamiast jednej odpowiedzi znajdujemy wiele różnych i umiemy wyabstrahować z nich wersję, która jest prawdopodobnie najsłuszniejsza, odrzucając te, które sprawiają wrażenie mało wiarygodnych. Selekcjonujemy, filtrujemy, zapamiętujemy i jesteśmy gotowi wymienić zapamiętaną informację, kiedy pojawi się jej nowa, lepsza wersja.
Sieć jest dla nas czymś w rodzaju wspólnej pamięci zewnętrznej. Nie musimy zapamiętywać niepotrzebnych detali: dat, kwot, wzorów, paragrafów, nazw ulic, szczegółowych definicji. Wystarczy nam abstrakt, informacja ograniczona do swojej esencji, przydatnej w jej przetwarzaniu i łączeniu z innymi informacjami. Jeżeli będziemy potrzebowali szczegółów, sprawdzimy je w ciągu kilku sekund. Nie musimy także znać się na wszystkim, bo wiemy, gdzie odnaleźć ludzi, którzy znają się na tym, na czym my się nie znamy, i którym możemy zaufać. Ludzi, którzy podzielą się posiadanymi informacjami nie dla zysku, ale ze wspólnego dla nas wszystkich przekonania, że informacja chce być wolna, że na wymianie informacji wszyscy korzystamy.
Potrafimy i lubimy ze sobą konkurować, ale nasza konkurencja, pragnienie wyróżnienia się ufundowane są na wiedzy, umiejętności interpretowania i przetwarzania informacji, a nie na monopolu na nią.
Możemy płacić, ale...
Uczestniczenie w kulturze nie jest dla nas czymś odświętnym. Globalna kultura to podstawowy budulec naszej tożsamości, ważniejszy dla samodefinicji niż tradycje, narracje historyczne, status społeczny, pochodzenie, a nawet język. Z oceanu dóbr kultury wyławiamy te, które odpowiadają nam najbardziej – wchodzimy z nimi w dialog, oceniamy je, zapisujemy te oceny w specjalnie do tego celu stworzonych serwisach, które podpowiadają nam, jakie inne albumy, filmy czy gry powinny zyskać nasze uznanie. Niektóre filmy czy wideoklipy oglądamy jednocześnie z kolegami z pracy albo znajomymi z drugiej półkuli, uznanie dla innych dzielimy z garstką ludzi, których być może nigdy nie spotkamy w świecie rzeczywistym. Stąd wynika nasze poczucie jednoczesnej globalizacji i indywidualizacji kultury. Stąd wynika nasza potrzeba swobodnego dostępu do niej.
Nie oznacza to, że domagamy się, żeby wszystkie dobra kultury były dostępne za darmo, chociaż sami, tworząc coś, zwykle zwracamy to po prostu obiegowi. Rozumiemy, że – mimo rozpowszechnienia się technologii sprawiających, że jakość filmów czy nagrań dźwiękowych, zarezerwowana dotąd dla wyróżnionej kasty profesjonalistów, stała się dostępna dla każdego – twórczość wymaga nakładów środków i pracy. Jesteśmy gotowi płacić, ale gigantyczny narzut nakładany przez dystrybutorów wydaje nam się czymś w oczywisty sposób nieprzystającym.
Dlaczego mielibyśmy płacić za dystrybucję informacji, którą można błyskawicznie i perfekcyjnie skopiować, nie zmniejszając przy tym ani na jotę wartości oryginału? Jeżeli dostajemy samą tylko informację, chcemy, aby cena była do niej adekwatna. Możemy płacić więcej, ale chcemy otrzymać wówczas wartość dodatkową: ciekawe opakowanie, gadżet, wyższą jakość obrazu, możliwość rozpoczęcia oglądania tu i teraz, bez oczekiwania na pobranie pliku. Potrafimy wyrażać uznanie i chcemy wynagradzać autorów (kiedy pieniądze przestały być banknotami, a stały się szeregiem cyfr wyświetlanych na ekranie, płacenie nabrało nieco charakteru aktu wymiany symbolicznej, na którym obie strony coś zyskują), ale osiągnięcie przez korporacje wyników założonych w planach sprzedaży zupełnie nas nie interesuje. To nie nasza wina, że ich biznes w dotychczasowym kształcie przestał mieć sens, a oni, zamiast podjąć konkurencję i dotrzeć do nas z czymś więcej, niż możemy mieć za darmo, postanowili okopać się na dotychczasowych pozycjach.
I jeszcze jedno: nie chcemy płacić za swoje wspomnienia. Filmy, które pamiętamy z młodości, muzyka, która towarzyszyła nam 10 lat temu, w sieciowej pamięci są po prostu wspomnieniami, których przywoływanie, wymiana i przetwarzanie jest dla nas czymś tak oczywistym jak dla was wspominanie „Czterech pancernych”. Bajki, które oglądaliśmy w dzieciństwie, odnajdujemy w sieci i pokazujemy naszym dzieciom – tak samo jak wy opowiadaliście nam bajkę o Czerwonym Kapturku albo trzech koźlątkach. Czy potraficie sobie wyobrazić, że ktoś oskarżyłby was kiedyś z tego powodu o łamanie prawa? My też nie potrafimy.
Nie potrzebujemy pomników
Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że nasze rachunki płacą się same, jeśli tylko dysponujemy środkami na koncie; że założenie konta bankowego albo przeniesienie numeru telefonu do innego operatora to kwestia wypełnienia jednego formularza online i podpisu na umowie podsuniętej przez kuriera; że nawet podróż na drugi koniec Europy, z międzylądowaniem i zwiedzaniem miasta w połowie drogi, można zorganizować w dwie godziny. Jako użytkownicy państwa jesteśmy więc coraz bardziej zirytowani archaicznością jego interfejsu. Nie rozumiemy, dlaczego zeznanie podatkowe składa się z kilku formularzy, z których główny ma ponad sto pól. Nie rozumiemy, dlaczego – absurdalny sam w sobie – obowiązek zameldowania się w jednym miejscu wymaga uprzedniego wymeldowania się w innym, jak gdyby jeden urząd nie mógł porozumieć się w tej sprawie z drugim bez naszego udziału.
Nie ma w nas tej wynikającej z onieśmielenia pokornej akceptacji, jaka cechowała naszych rodziców, przekonanych o nadzwyczajnej wadze spraw urzędowych i odświętnym charakterze interakcji z państwem. Nie czujemy tego respektu, który brał się z odległości między samotnym obywatelem a majestatycznymi szczytami władzy. Nasza wizja struktury społecznej jest zresztą inna niż wasza: sieciowa, a nie hierarchiczna.
Przywykliśmy do tego, że niemal z każdym – dziennikarzem, burmistrzem miasta, profesorem uniwersytetu albo znanym piosenkarzem – możemy spróbować podjąć dialog i nie potrzebujemy do tego uprawnień wynikających ze społecznego statusu. Powodzenie interakcji zależy tylko od tego, czy treść przesyłanego komunikatu zostanie rozpoznana jako ważna i warta odpowiedzi. A skoro dzięki współpracy, ciągłej dyskusji, hartowaniu poglądów w ogniu krytyki mamy poczucie, że nasze stanowiska w wielu kwestiach są po prostu lepsze, dlaczego nie mielibyśmy oczekiwać poważnego dialogu z rządem?
Jesteśmy pozbawieni nabożnego stosunku do „instytucji demokratycznych” w ich obecnym kształcie, przekonania o ich aksjomatycznej roli, cechującego tych, dla których „instytucje demokratyczne” są jednocześnie wystawionym sobie i przez siebie pomnikiem. My nie potrzebujemy pomników. Potrzebujemy systemu, który będzie spełniał nasze oczekiwania: będzie transparentny i sprawny w działaniu. A przywykliśmy do tego, że zmiany są możliwe: że każdy system niewygodny w obsłudze może być zastąpiony przez bardziej wydajny, lepiej dostosowany do naszych potrzeb, dający większe możliwości działania.
Najważniejszą dla nas wartością jest wolność: słowa, dostępu do informacji, kultury. Mamy poczucie, że to dzięki tej wolności sieć jest tym, czym jest, i że obrona jej wolnościowego kształtu jest naszym obowiązkiem wobec kolejnych pokoleń, takim samym jak ochrona środowiska naturalnego.
Być może nie nazwaliśmy tego dotąd, być może jeszcze sami nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale tym, czego chcemy, jest chyba po prostu prawdziwa, realna demokracja. Demokracja, o której być może nie śniło się nawet waszym publicystom.
Tekst na licencji CC BY-SA 3.0
Piotr Czerski (rocznik 1981) – pisarz, felietonista związany z kwartalnikiem „Ha!art”, współzałożyciel zespołu Towary Zastępcze, autor książek „pospieszne, osobowe” i „Ojciec odchodzi”.

EkoGrupa - E-jedzenie.

Przemek Berg dla POLITYKA.PL
27 lutego 2013

Konserwanty, stabilizatory, emulgatory... Czy dobrze wiemy, co jemy?

E-jedzenie

Stabilizatory, emulgatory i konserwanty, barwniki oraz polepszacze smaku. Substancje dodatkowe w produktach spożywczych – tak brzmi ich fachowa nazywa. Jest ich ponad 1500, zjadamy je codziennie i nie do końca wiemy, jaki mają wpływ na nasze zdrowie.
Dużo się o nich mówi i pisze, często emocjonalnie. Powszechnie uważa się na przykład, że stosowanie w  produktach spożywczych dodatkowych substancji  – oznaczonych symbolem „E” (z numerem) – służy podniesieniu atrakcyjności i świeżości tych produktów. Że mają one lepiej smakować, lepiej wyglądać i pachnieć oraz dłużej nadawać się do jedzenia i przez to bardziej przyciągać klientów.
Rodzą się więc wątpliwości, czy na pewno taki kawałek wędliny lub sera sam w sobie nie jest wystarczająco smaczny i trzeba ten smak jeszcze ulepszać? Albo: dlaczego coś, co mamy zjeść, musi mieć koniecznie przydatność aż wielotygodniową lub nawet wielomiesięczną? Być może wcale nie musi tak być,  a w związku z tym wszystkie te „E” są kompletnie niepotrzebne. Zwłaszcza, że oznaczają często substancje chemicznie przetworzone, niekiedy nawet zupełnie sztuczne, które w nadmiarze z pewnością mogą szkodzić lub uczulać.
Niestety, jest tak, ale tylko do pewnego stopnia. Niektóre „E” rzeczywiście głównie dosmaczają lub dobarwiają serki, lody, jogurty, musy czy sosy – i te „E” należałoby piętnować – ale większość jest stosowana po to, by produkt w ogóle mógł zaistnieć w formie, jaką znamy i do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Bez wielu „E” masowa produkcja żywności w ogóle nie byłaby możliwa, a to ona jest podstawą wyżywienia milionów ludzi na całym świecie.

Jak ulepić margarynę

To wie każdy. Ma zawsze ten sam kolor, smak, zapach i konsystencję. Dość dobrze się rozsmarowuje. Ponoć lepiej smakują z nią kanapki. Żeby jednak taka margaryna mogła w ogóle powstać, trzeba ją odpowiednio przygotować. W większości produktów spożywczych, i tak jest w przypadku margaryny, łączone są ze sobą substancje, które w naturze w ogóle się nie łączą lub łączą się z wielkim trudem – na przykład woda i tłuszcze. Te drugie stanowią zresztą podstawę, bazę, bardzo wielu przysmaków. By je w ogóle połączyć, należy użyć stabilizatorów (wszystkie „E” o numerach od 400 do 499). Potem trzeba dodać emulgatorów (mają tę samą numerację), które pozwalają utrzymać je w tym połączeniu. Dotyczy to substancji z natury trudno się łączących (np. wody i tłuszczy). Wreszcie, gdy już mamy produkt, który ma wejść na rynek, trzeba mu zapewnić odpowiednio długą przydatność spożywczą. Służą do tego tzw. konserwanty (wszystkie „E” od 200 do 299) oraz przeciwutleniacze (od 300 do 399).
Wymóg przedłużonej trwałości i przydatności nie jest wcale podstępnym wymysłem specjalistów od produkcji serów, wędlin czy ciast. Ci, być może w ogóle chętnie by z nich zrezygnowali, ale nie bardzo mogą. To efekt rozwoju cywilizacji i wielkości populacji ludzkich. Bo tylko masowa, wielkoprzemysłowa produkcja żywności jest w stanie wyżywić ogromne rzesze ludzi na  świecie. Firmy produkujące żywność to z reguły wielkie przedsiębiorstwa, które produkują gigantyczne masy produktów spożywczych rozsyłanych często po całym świecie. Artykuły te muszą mieć przedłużoną przydatność do spożycia, ponieważ w innym wypadku produkcja spożywcza – w skali masowej – byłaby zupełnie nieopłacalna, a czasem nawet niemożliwa. I stąd większość „E”  w kupowanym jedzeniu. Żeby taka margaryna w dużej ilości w ogóle powstała i przypominała zawsze tę samą margarynę po przetransportowaniu na drugi koniec świata musi mieć, niestety, pewne sztuczne dodatki. Inaczej tego się zrobić nie da.
Wyjaśnia specjalista ds. żywności i żywienia,  Alicja Walkiewicz z Instytutu Żywienia i Żywności w Warszawie: - Należy pamiętać, że wiele stosowanych dodatków to nie są substancje syntetyczne, lecz naturalne. Np. glutaminian sodu (wzmacniacz smaku i zapachu) naturalnie występuje w serach, pomidorach czy drożdżach, a kwas benzoesowy (konserwant) w jagodach czy malinach. Oczywiście, stosuje się też syntetyczne, np tartrazynę (czyli E-102, to barwnik). Generalnie, kiedyś – jeszcze 20 lat temu – dodatków do żywności stosowało się mniej. Obecnie w krajach Europy, w użyciu jest ich ponad 300. Ale już w USA znacznie więcej. Im bardziej przetworzona żywność, tym jest ich więcej. Dlatego należy unikać produktów wysoko przetworzonych, kupować surowce i samemu przyrządzać z nich potrawy. Lub szukać produktów ekologicznych. Te jednak są znacznie droższe od produkowanych masowo.

Konserwanty i arachidy

Poza stabilizatorami i emulgatorami w kupowanej żywności zwykle sporo jest konserwantów i przeciwutleniaczy, jeśli tylko to, co kupujemy ma dłużą przydatność do spożycia niż kilka dni. Mają one nie tylko przedłużać świeżość produktów, ale też hamować w nich rozwój drobnoustrojów szkodliwych dla zdrowia – drożdży, pleśni czy bakterii. Kwas benzoesowy, kwas mrówkowy, nizyna, kwas sorbowy, czy wreszcie azotany sodu i potasu. Te ostatnie, stosowane szczególnie w serowarstwie i przetwórstwie mięsnym, chociaż chronią produkty spożywcze przed rozwojem bakterii beztlenowych, same są niebezpieczne. Mogą bowiem wchodzić w niekorzystne, np. dla systemu trawiennego, reakcje z białkami kwasu żołądkowego, a poza tym mają zdolność nadmiernego utleniania niektórych witamin. Z kolei benzoesan sodu niekorzystnie łączy się z niektórymi barwnikami dodawanymi do produktów i może być niebezpieczny dla dzieci. Na przykład wywoływać u nich nadpobudliwość, podobną do występującej w syndromie ADHD.
Na opakowaniach wielu produktów można też znaleźć tajemniczą informację, że może on – co wcale nie jest pewne – zawierać  śladowe ilości orzechów arachidowych. Nie jest napisane, że zawiera, a tylko, że może zawierać. Tak naprawdę chodzi tu o substancje będące częstymi alergenami, które występują właśnie szczególnie w orzechach arachidowych. Tam, gdzie produkuje się wiele rodzajów żywności na kilku liniach produkcyjnych, drobiny tych substancji mogą znajdować się w powietrzu i przedostawać z jednego produktu na drugi.  Stąd – na wszelki wypadek – informacje na opakowaniach o ewentualnych możliwych śladach orzechów arachidowych. Producent ma prawo użyć takiego ostrzeżenia, nawet bez stuprocentowej pewności, że substancje te w danym produkcie w istocie się znajdują. To sygnał ostrzegawczy przede wszystkim dla alergików.

Amarantowe lody

Jeśli to, co ma być zjedzone jest amarantowe lub koloru wściekłego różu albo w regularne paski – możemy mieć pewność, że mocno pochylił się nad tym jakiś spożywczy malarz. Jeśli kupowany łosoś jest fluorescencyjnie pomarańczowy, to lepiej mu się – przed podaniem na stół – dokładniej  przyjrzeć. Wprawdzie świeżych ryb w Europie nie wolno niczym barwić, ale podczas hodowli można, przez dobór odpowiednich pasz, wpływać na ich wygląd. Zbyt pomarańczowy łosoś musiał być karmiony paszą z dodatkiem czegoś.Barwniki i rozmaite ulepszacze są stosowane w produkcji żywności nagminnie. Te pierwsze są oznaczane symbolem „E” od 100 do 199, te drugie od 600 do 699.  Właściwie służą głównie temu, by uatrakcyjnić wygląd, smak i zapach produktów spożywczych. Można by z nich w ogóle zrezygnować, producenci starają się jednak przyciągać konsumenta na wszelkie sposoby. Generalnie – same z siebie w odpowiednich dawkach nie są zbyt szkodliwe, jednak mogą wchodzić w niekorzystne reakcje z innymi dodatkami, np. konserwantami lub utleniaczami i wtedy ich obecność przestaje być obojętna (jak w przypadku benzoesanu sodu, który właśnie w połączeniu z barwnikami może niekorzystnie wpływać na dzieci).
Zresztą, wspomniany amarant (E-123) – spożywczy barwnik smołowy – jest w USA od 1976 zabroniony do stosowania w produkcji żywności, kosmetyków i leków (nieżyty dróg oddechowych, ryzyko dla kobiet w ciąży); w produktach dostępnych w Europie można znaleźć jego ślad w  galaretkach, napojach niskoalkoholowych czy kawiorze. Generalnie – jest wycofywany. Dlatego producenci często starają się stosować tzw. dodatki synergistyczne, a więc różne substancje o podobnym działaniu, przez co każdej można użyć w mniejszej – i tym samym mniej szkodliwej – dawce.

Szybka zupka

W krajach Unii Europejskiej, i w każdym kraju Europy z osobna, istnieje co najmniej kilka instytucji, których celem jest monitorowanie składu produktów spożywczych – w tym badanie zawartych w nich dodatków specjalnych – i natychmiastowe reagowanie w sytuacji, gdy zawierają zbyt duże dawki „E” (przekraczające tzw. dzienną normę spożycia) lub gdy zastosowana substancja jest ewidentnie  szkodliwa. To nie zmienia jednak faktu, że obecnie nie wiemy dokładnie, jakie skutki zdrowotne może mieć w dłuższej perspektywie masowe stosowanie – i przyjmowanie – rozmaitych konserwantów i ulepszaczy. Nie wiadomo też, czy nie wpłynie na zdrowie przyszłych pokoleń. Prawdą jest powiedzenie, iż „jesteśmy tym, co jemy”, ale jest to prawda tylko częściowa. Wiadomo bowiem już dzisiaj, że rodzice przekazują dzieciom informacje o swoim zdrowiu, odżywianiu i warunkach środowiska, w którym przebywają, drogą  zmian epigenetycznych. Nasze przyszłe dzieci otrzymują te informacje w chwili poczęcia i dziedziczą cechy bez zmiany genów. Jesteśmy więc niemal w takim samym stopniu tym, co jemy jak i tym, co jedli nasi rodzice, a nawet dziadkowie. Dlatego dietetycy i specjaliści od żywienia jak mantrę powtarzają, że zasady zdrowego żywienia i troska o jak największe urozmaicenie diety są kwestią najwyższej wagi.
Dlatego też obecna moda na żywność ekologiczną –  produkowaną lokalnie, ręcznie, w małych wytwórniach i niewielkich ilościach, według tradycyjnych przepisów, a więc z minimalną ilością substancji dodatkowych lub w ogóle bez nich – wcale nie jest przypadkowa. W Niemczech np. aż 40 proc. konsumentów regularnie sięga po produkty ekologiczne. Podobnie jest w krajach skandynawskich. Problem jest tylko jeden – są one, niestety, niekiedy aż 50 proc. droższe od produktów masowych. Ale nawet jeśli nas nie stać na codzienne zakupy w sklepach ze zdrową żywnością, możemy się chronić w inny sposób – unikając zupek gotowych do skonsumowania od razu po zalaniu wrzątkiem, dań które można przygotować w pięć minut, albo produktów ważnych dwa lata.
Ludzie żyjący w wielkich miastach postindustrialnych społeczeństw właściwie przestali gotować w domach. A przecież mają w nich zwykle dobrze wyposażone kuchnie. Jadają „na mieście” (a w restauracjach też stosuje się różne „ulepszacze”), ewentualnie kupują gotowe, zamrożone albo pakowane próżniowo i do tego intensywnie zakonserwowane dania. To błąd. Powinni raczej jak najszybciej wrócić  do zwyczaju gotowania w domu, to znaczy przyrządzania potraw z zakupionych surowców. Staliby się na pewno zdrowsi.

sobota, 9 marca 2013

Inwestycje w łącza szerokopasmowe. Podlasie


100 Mbps dla każdego! 

Polska informatyzuje się za unijne pieniądze



„Inwestycje w łącza szerokopasmowe grają decydującą rolę w popchnięciu globalnej gospodarki na właściwe tory i generowaniu utrzymującego się społecznego i ekonomicznego wzrostu. Podobnie jak kanalizacja, drogi, kolej i elektryczność pełnią one kluczową rolę w rozwoju społeczeństw wszystkich narodowości” – wygląda na to, że ten fragment listu skierowanego przez Komisję Szerokopasmową przy UNESCO do liderów państw G20, wzięli sobie do serca polscy politycy. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce, aby do końca roku wszyscy Polacy mieli dostęp do Internetu. A w planach idących dalej w przyszłość powszechne w użytku mają się stać łącza o prędkościach dochodzących do 100 Mbps. Utopia?
Jeśli chodzi o statystyki przedstawiające obecny stan informatyzacji to Polska jako kraj znajduje się nieco poniżej średniej europejskiej, mamy więc co nadrabiać. I tak, jak na razie tylko 67 % gospodarstw domowych posiada dostęp do szerokopasmowego Internetu (w Unii średnio 72 %, a w Islandii nawet 90 %. Jeszcze gorzej jest w statystyce przedstawiającej penetrację łącz szerokopasmowych (liczba łącz umożliwiających dostęp do szybkiego Internetu na 100 osób). W naszym kraju wskaźnik ten wyniósł równe 16 (średnia UE-27 to 26,5) i był wyższy od wskaźników tylko dla  Rumunii i Bułgarii.
Jak mówi wiceminister administracji i cyfryzacji, Małogorzata Olszewska:
Poszczególne regiony podjęły się bardzo trudnych projektów budowy internetu szerokopasmowego, jak chociażby Program Operacyjny Polski Wschodniej. Myślę, że to taki sztandarowy program naszego kraju, na który też bardzo liczymy, zwłaszcza wszyscy mieszkańcy tych regionów, bo tam zapóźnienie cyfryzacyjne jest jeszcze cały czas dosyć duże.
Jak w wielu badaniach statystycznych różnicujących wyniki zależnie od województwa, tak i w tym widać podział na Polskę „A” i „B”. Najgorsza sytuacja panuje w regionach ściany wschodniej i to właśnie na województwach warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubelskim, świętokrzyskim i podkarpackim skoncentruje się Narodowy Plan Szerokopasmowy realizowanych przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Jest to największy tego typu projekt w całej Unii, a dofinansowanie na jego realizację może wynieść nawet 1 miliard złotych. Rząd będzie musiał dodatkowo wyłożyć 40 % tej sumy. Są więc dużo pieniądze do wzięcia, byle tylko urzędnicy nie zaspali w kluczowych momentach, gdyż Najwyższa Izba Kontroli informowała w zeszłym roku, że ze względu na ich opieszałość, wzrasta ryzyko zaprzepaszczenia wykorzystania funduszy unijnych.
bilde
Ministerstwo ma także dość duży orzech do zgryzienia związany z nakłonieniem inwestorów do budowy potrzebnej infrastruktury informatycznej, której na wschodzie brak, gdyż tam jest ona ekonomicznie nieopłacalna. W pokonaniu tej trudności mają pomóc doświadczenia portugalskie, z których korzysta MAC. Pokrzepiające jest za to, że w połowie stycznia Bruksela wydała zgodę na realizację Narodowego Planu Szerokopasmowego dla pierwszego województwa, tj. świętokrzyskiego. Pozostałe czekają w kolejce.
Jak uważacie, uda się nam do 2020 roku zaprowadzić powszechny dostęp do łącz o prędkościach sięgających 30 Mbps? Ja, biorąc pod uwagę, że „obecnie tylko 4 % łączy pozwala osiągnąć takie parametry” jestem dość sceptyczny, choć jako rodowy Podlasianin przepełniony nadzieją.

piątek, 22 lutego 2013

Gorąco polecam w pierwszym kroku do cyfryzacji.

 Gorąco polecam w pierwszym kroku do cyfryzacji.

Pomysł mojego kolegi latarnika z Grajewa, warty przećwiczena.

https://latarnicy.pl/media/filer_public/Baza%20wiedzy/Edukacja%20osob%20starszych/szkolenie_klawiatura_.pdf

Latarnik Senior.

wtorek, 19 lutego 2013

W 100% spełniają wymagania Cyfrowej Telewizji Naziemnej.


CYFROWY CERTYFIKATDekoder do odbioru Cyfrowej Telewizji Naziemnej w Polsce musi spełniać wymagania techniczne i eksploatacyjne określone przez Ministra Infrastruktury. Mimo jasno określonych kryteriów sprzedawcy oferują urządzenia, które nie są w pełni zgodne z zapisami rozporządzenia Ministra Infrastruktury. W związku z tym Cyfrowy Doradca postanowił wyróżnić tunery, które w 100% spełniają wymagania techniczne do odbioru Cyfrowej Telewizji Naziemnej w Polsce.

Wyróżnione dekodery otrzymują CYFROWY CERTYFIKAT.

Pierwszy dekoder, który otrzymał 33 na 33 możliwe punkty, to TECHNISAT DiGYBOXX T4. Kolejny dekoder, który zdobył 33 na 33 możliwe punkty, OPTICUM HD T90. Ten model został również wyróżniony na targach SAT-DIGI-TV 2012  jako "Najlepszy odbiornik DVB-T/MPEG4".
Trzecim modelem otrzymującym Cyfrowy Certyfikat jest OPTICUM Dekoder STB HD N1. Ten tuner również zdobył 33 na 33 możliwe punkty.

Pełna tabela i punktacja do obejrzenia w porównywarce dekoderów.
http://www.cyfrowydoradca.pl/cyfrowa/aktualnosci/318-cyfrowy-certyfikat-dla-dekoderow-stb.html

Rozwój Polski Wschodniej - Sieć Szerokopasmowa.

2013-02-18

Komisja Europejska potwierdza dofinansowanie dla kolejnego dużego projektu Programu Rozwój Polski Wschodniej

 
To już druga zgoda Unii Europejskiej na dofinansowanie sieci szerokopasmowej w Polsce Wschodniej. W Lubelskiem powstanie 2,9 tys. km światłowodów i ponad 300 węzłów. Z sieci będą mogli skorzystać mieszkańcy obszarów, na które dzisiaj szybki Internet nie dociera.
Wartość lubelskiego projektu to 385 mln zł, z czego  blisko 300 mln zł to dofinansowanie z Programu Rozwój Polski Wschodniej. Sieć szerokopasmowa Polski Wschodniej w Lubelskiem będzie miała długość 2,9 tys. km i powstanie w trybie "zaprojektuj i wybuduj". Teraz województwo wybiera przedsiębiorstwa, które zrealizują projekt i wypromują go.

Lubelska sieć to część przedsięwzięcia Sieć Szerokopasmowa Polski Wschodniej (SSPW), które powstaje w ramach Programu Rozwój Polski Wschodniej. Celem projektów SSPW jest zwiększenie dostępu do Internetu w pięciu województwach Polski Wschodniej wśród mieszkańców, firm i instytucji. W efekcie powstanie nowoczesna infrastruktura ICT, obejmująca ponad 10 tys. km światłowodów i ponad tysiąc węzłów szkieletowo-dystrybucyjnych. Przeszkolonych zostanie też kilka tysięcy osób zagrożonych „wykluczeniem cyfrowym”. Rozbudowana infrastruktura światłowodowa umożliwi rozwój usług telekomunikacyjnych, w tym świadczenie usług nowej generacji – NGA. Całkowity koszt projektów to około 1,4 mld zł.

Konieczność akceptacji projektu przez Komisję Europejską wynika z wartości przedsięwzięcia. Jego koszt przekracza bowiem 50 mln euro, a realizacja takiej inwestycji wymaga osobnej zgody UE. Dlatego dokumenty trafiają do Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Regionalnej, gdzie analizuje się celowość wydatkowania tak dużych kwot. Komisja ocenia szczególnie spójność z Priorytetami Programu i z innymi politykami wspólnoty, a także wkład projektu w osiągnięcie celów Programu.

Już dwa województwa mają zgodę Brukseli na dofinansowanie. To świętokrzyskie i lubelskie. Pozostałe trzy projekty – województwa podkarpackiego, podlaskiego i warmińsko-mazurskiego – czekają na decyzję Unii Europejskiej. Trwają przetargi, prace ziemne rozpoczną się w tym roku.

Zatwierdzenie dofinansowania przez Komisję Europejską to ostatni etap formalnej akceptacji projektów. Do tej pory wszystkie z nich uzyskały zgodę Brukseli na pomoc publiczną, tj. potwierdzenie, że ich realizacja nie naruszy konkurencji na rynku telekomunikacyjnym.

niedziela, 17 lutego 2013

Agenda cyfrowa - Podlasie ?

Agenda cyfrowa: 30 Mb/s dla każdego Europejczyka za 10 lat

Źródło: Komisja Europejska
 
Realizacja europejskiej agendy cyfrowej, zaprezentowanej przez Komisję Europejską, ma się znacząco przyczynić do wzrostu gospodarki UE oraz przynieść korzyści wynikające z epoki cyfrowej wszystkim grupom społecznym.

Połowa wzrostu produkcyjności odnotowanego w Europie w ciągu ostatnich 15 lat wynika z wykorzystania technologii informacyjno-komunikacyjnych, a tendencja ta będzie się prawdopodobnie nasilać. W agendzie określono siedem priorytetowych obszarów działania: stworzenie jednolitego rynku cyfrowego, wzmocnienie interoperacyjności, zwiększenie zaufania do Internetu i bezpieczeństwa prowadzonych w nim operacji, zapewnienie dostępu do znacznie szybszego Internetu, wzrost nakładów na badania naukowe i rozwój, poprawa umiejętności informatycznych i zwiększenie włączenia cyfrowego oraz wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w celu sprostania stojącym przed nami wyzwaniom, takim jak zmiany klimatu czy starzenie się społeczeństwa. Przykładowe korzyści obejmują ułatwienia w płatnościach i fakturach elektronicznych oraz szybkie wdrożenie telemedycyny i energooszczędnego oświetlenia.

We wspomnianych siedmiu obszarach przewiduje się podjęcie w ramach agendy cyfrowej około100 działań, w tym 31 działań o charakterze legislacyjnym. Agenda cyfrowa to pierwsza z siedmiu flagowych inicjatyw realizowanych w ramach strategii Europa 2020 na rzecz inteligentnego i zrównoważonego rozwoju sprzyjającego włączeniu społecznemu.

Na pierwszym planie rewolucji cyfrowej musimy postawić interes obywateli i przedsiębiorców europejskich i w ten sposób optymalnie wykorzystać potencjał zawarty w technologiach informacyjno-komunikacyjnych (TIK) do tworzenia miejsc pracy, zrównoważonego rozwoju i włączenia społecznego. Przedstawiona w dniu dzisiejszym ambitna strategia wyraźnie pokazuje, na czym musimy skupić nasze wysiłki w nadchodzących latach. Do pełnego wykorzystania potencjału związanego z cyfrową przyszłością Europy potrzebujemy całkowitego zaangażowania państw członkowskich, sektora TIK i innych kluczowych podmiotów gospodarczych - powiedziała Neelie Kroes, wiceprzewodnicząca Komisji odpowiedzialna za realizację agendy cyfrowej.

Siedem celów

Nowy jednolity rynek przyniesie korzyści wynikające z epoki cyfrowej

Obywatele powinni mieć możliwość korzystania z usług handlowych i kulturalno-rozrywkowych w wymiarze transgranicznym. Jednakże rynki usług internetowych w UE są nadal podzielone barierami, które utrudniają dostęp do paneuropejskich usług telekomunikacyjnych oraz usług i treści cyfrowych. Liczba pobieranych plików muzycznych jest obecnie cztery razy wyższa w USA niż w UE z uwagi na brak legalnych ofert i fragmentację rynków. Intencją Komisji jest otwarcie dostępu do legalnych treści w Internecie poprzez uproszczenie procesu udostępniania praw autorskich, zarządzania nimi i wydawania licencji transgranicznych. Inne działania obejmują ułatwienia w zakresie dokonywania płatności elektronicznych i fakturowania oraz uproszczenie rozstrzygania sporów w środowisku internetowym.

Poprawa w zakresie tworzenia standardów TIK oraz interoperacyjności

Do uruchomienia ludzkiej kreatywności, innowacyjności i wspólnego działania potrzebujemy produktów i usług TIK, które są otwarte i interoperacyjne.

Zwiększenie zaufania i bezpieczeństwa

Europejczycy nie będą korzystać z technologii, której nie ufają, gdyż muszą czuć się w sieci pewnie i bezpiecznie. Lepsza koordynacja reakcji Europy na ataki cybernetyczne oraz wzmocnienie przepisów dotyczących ochrony danych osobowych stanowią częściowe rozwiązanie problemu. Planowane działania mogą również zobowiązać operatorów stron internetowych do informowania swoich użytkowników o naruszeniach mających wpływ na bezpieczeństwo ich danych osobowych.

Zwiększenie dostępu Europejczyków do szybkiego i bardzo szybkiego Internetu

Celem na rok 2020 jest zapewnienie wszystkim obywatelom europejskim internetu o szybkości 30 Mb/s lub większej, przy czym połowa europejskich gospodarstw domowych powinna mieć dostęp do Internetu o szybkości co najmniej 100 Mb/s. Obecnie jedynie 1% Europejczyków korzysta z internetu w oparciu o szybkie sieci światłowodowe, w porównaniu z 12 % Japończyków i 15 % mieszkańców Korei Południowej. Bardzo szybki Internet jest niezbędny dla zapewnienia silnego wzrostu gospodarczego, tworzenia miejsc pracy i dobrobytu oraz dla zapewnienia obywatelom dostępu do pożądanych przez nich treści i usług. Komisji zbada, między innymi, w jaki sposób przyciągać inwestycje w łącza szerokopasmowe dzięki mechanizmom wsparcia jakości kredytowej, a także przedstawi wytyczne dotyczące pobudzania inwestycji w sieci światłowodowe.

Pobudzanie pionierskich badań i innowacji w sektorze TIK

Europa musi więcej inwestować w badania i rozwój oraz sprawić, by nasze najlepsze pomysły trafiały na rynek. Agenda ma na celu, między innymi, pobudzenie inwestycji prywatnych za pomocą europejskich funduszy regionalnych oraz zwiększenie nakładów UE na badania, dzięki czemu Europa będzie mogła dotrzymać kroku swoim konkurentom, a nawet ich wyprzedzić. Unijne inwestycje w badania w sektorze TIK wynoszą mniej niż połowę tego, co przeznacza USA (37 mld euro w stosunku do 88 mld euro w roku 2007).

Zapewnienie wszystkim Europejczykom umiejętności informatycznych oraz dostępności usług Internetowych

Podczas gdy ponad połowa Europejczyków (250 mln osób) używa internetu na co dzień, 30% nigdy z niego nie korzystało. Każdy obywatel, starszy i młodszy, niezależnie od swojej pozycji społecznej, ma prawo do wiedzy i umiejętności, które są niezbędne do funkcjonowania w dobie epoki cyfrowej, ponieważ usługi handlowe, publiczne, socjalne i zdrowotne, a także edukacja i życie polityczne są w coraz większym stopniu przenoszone do sieci.

Uwolnienie potencjału TIK z korzyścią dla społeczeństwa

Potrzebne są inwestycje w inteligentne zastosowanie technologii i wykorzystanie informacji do poszukiwania rozwiązań mających na celu zmniejszenie zużycia energii, pomoc starszym obywatelom, wsparcie pacjentów oraz polepszenie dostępu do sieci dla osób niepełnosprawnych. Jednym z celów jest zapewnienie pacjentom do 2015 roku możliwości dostępu do ich danych medycznych przez internet z każdego miejsca pobytu w UE. Agenda przyczyni się również do promowania energooszczędnych technologii TIK, takich jak oświetlenie półprzewodnikowe (SSL), zużywających o 70% mniej energii od standardowych systemów oświetleniowych.

Opracowanie strategii cyfrowej dla Europy

Największym wyzwaniem jest zapewnienie szybkiego przyjęcia i wdrożenia środków niezbędnych do realizacji powyższych celów. Liczna grupa komisarzy będzie współpracować z instytucjami UE oraz zainteresowanymi stronami, aby agenda cyfrowa stała się rzeczywistością.
Źródło: Komisja Europejska

piątek, 25 stycznia 2013

MAPA Turystycznego Podlasia - "Puszcza Knyszyńska" i okolice.

Nadszedł czas na tworzenie projektu wirtualnego informatora - mapy atrakcji turystycznych Podlasia - przyjaznych internaucie. "Mobilnej Agencji Promocji Atrakcji - Turystycznego Podlasia", w skrócie  - "MAPA - Turystycznego Podlasia".
Z założenia w pierwszym etapie, obszarem objętym penetracją projektu będzie  "Puszcza Knyszyńska" (w tym Supraśl) i tereny przyległe... atrakcyjne turystycznie.

Ale zaczniemy nie typowo od imprezy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i Orkiestrowego Pociągu: Białystok - Waliły - Białystok 13.01.2013 (z datą z dwoma trzynastkami szczęśliwymi dla Mnie i mam nadzieję również dla projektu). Właśnie ten pociąg ma nam uświadomić jak wiele złego dla turystycznego Podlasia wniosły nie odpowiedzialne decyzje dyrekcji generalnej PKP likwidującej ten "nie rentowny" (Dla kogo ? I dla czyich interesów ?) odcinek kolei Państwowych, dający wiele nie zapomnianych wrażeń i wymiernych korzyści dla społeczeństwa. Pamiętam że za lat mojej młodości całą ferajną z ulicy Orzeszkowej w Białymstoku wyjeżdżaliśmy pociągiem bardzo wcześnie rano, żeby zdążyć przed innymi grzybiarzami na poszukiwania i zbieranie owoców lasu, w okolicach Żedni, Sokola czy Walił. Jak w trakcie odpoczynku we wsi Sokole częstowano nas zsiadłym mlekiem wyciąganym prosto z chłodnej studni. Jak boski smak gasił moje pragnienie podany życzliwymi rękami wiejskiej dziewczyny. Takie obrazy i smaki zachowały się w pamięci seniorów, dlatego warto wracać do nich nie tylko w myślach ale również promować wśród turystów odwiedzających nasze piękne strony. Być może ktoś posiada w swoich albumach, archiwach rodzinnych zdjęcia z tamtych lat z zapisem podobnych scen.

 Te trzy pokolenia zupełnie inaczej poznają otoczenie i uczą się życia w społeczności lokalnej.

 Inaczej były rejestrowane wydarzenia, inne technologie inny sprzęt, inne tematy, warto je zatrzymać.

 Przebywając w otoczeniu młodych ludzi, napełniam się pozytywną energią i młodnieję.

 Mogę innym aktywnym seniorom pokazywać korzyści ukryte w nowych technologiach.

 Sentymentalnie fotografując (talerz anteny satelitarnej) rzeczywistość cyfrową na zewnątrz.

 I pięknie ośnieżone gałęzie świerków, poruszone impetem przejeżdżającego pociągu.

 Młodość z zaciekawieniem przygląda się "moherowym beretom" na głowach starszych Pań.

 Słynny wychodek przy stacjach PKP z dowcipu o podróżującym Żydzie i stacji "La Męcin".

 Rejestrujemy obecną rzeczywistość już nagminnie, z sentymentem wspominając dawne czasy.

 Cieszymy się z nowego pokolenia które z wielkim sercem chce pomagać Nam seniorom.

 W zamian odtwarzając chociażby takie zapomniane atrakcje jak ta drezyna pełna młodości.

 Z tęsknotą wspominamy pociągi powracających grzybiarzy z koszami pełnymi prawdziwków.

 Ta energiczna mieszkanka Sokola coś w tym temacie może powiedzieć i przekazać historię.

 Historię życia tamtych minionych lat, ze swojską orkiestrą, z łzami puszczy i zabawą do rana.

 Teraz tylko wiatraczek reklamowy z festynu w Waliłach jest drobnym podarkiem dla wnuków.

 Kiedyś z takiego drewna w okolicy robiono drewniane sprzęty i zabawki - konie na biegunach.

 Teraz zachęcamy wszystkich do korzystania z nowych technologii i internetu, pamiętając o tych

 co za nami i o tych co przed nami... żeby też mogli poczuć naturalne piękno tych ludzi i stron.
 Będziemy tworzyć "cyfrowe archiwa historii naszego życia, - zatrzymane w kadrze".